-
Liczba zawartości
1 549 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
39
Zawartość dodana przez MeganMarkle
-
Najważniejsze są dwie rzeczy: 1) jakie macie możliwości legalnego wyjazdu? W tej chwili poza loteria wizowa w zasadzie jest czarna dupa w tym temacie 2) jaką macie główną motywacje do wyjazdu do USA? Powody Znaleźć to się praca znajdzie w usa, przeżyjecie. Jeśli jednak jedynym celem wyjazdu ma być polepszenie sytuacji finansowej to warto rozważyć inne kierunku. Zgadzam się z @ajlo19 że przeprowadzka za ocean kosztuje sporo i na początku status społeczny spada, ja również mogę na swoim przykładzie to przyznać - w PL żyłam jak pączek w maśle a tu trzeba było prace od nowa szukać, zaczynać od niższego stanowiska, budować od nowa reputacje w pracy, sieć kontaktów, credit score. Dlatego nie rozumiem czemu @SuperTraveller taki wielce zszokowany, że USA to nie jest eldorado. A średnia zarobków w PL ma się tu jak pieść do nosa bo to nie najbiedniejsi tylko Ci co bardziej ogarnięci wyjeżdżają, bo trzeba mieć jaja żeby się zdecydować na taki ruch.
-
OMG, strasznie mi przykro @pelasia że ewakuacja was spotkała , ja się tego strasznie boje, też jesteśmy spakowane jakby co... pożary to jest masakra. Na szczęście w SoCal od wielu tygodni mamy spokoj, stare pożary się wypaliły a nowe nie wybuchają... oby tak już do zimy! Śniegu Wam życzę! Jak najwiecej i jak najszybciej
-
Właśnie jestem na tym etapie padlo na joint tenancy... oby start mnie nie wykiwał przy rozwodzie ;p
-
Czy ktoś może w prosty i szybki sposób wytłumaczyć mi różnice między joint tenancy a tenants in common? I tak w skrócie co ma większy sens?
-
True, tez dostaliśmy te bylaws do podpisania:) ja nie czytałam, mąż czytał i mówi ze spoko ale może faktycznie powinnam to przejrzeć? Tyle ze przecież nie zrezygnuje z kupna fajnego domu tylko dlatego ze mi światełka każą ściągnąć za wcześnie... zreszta jesteśmy już po removal of contingencies, czekamy tylko na bank i dom jest nasz!
-
O co chodzi z tą GROMNICZNĄ? Chyba kiepski katolik ze mnie
-
Dziękuje za pamięć na szczęście pozary na razie daleko od nas... aczkolwiek w pierdylionie papierów do podpisania w związku z zakupem domu widziałam gdzieś ostrzeżenie że dom znajduje się w „extreme fire risk zone” co trochę mnie zmroziło... mimo, że generalnie byłam świadoma. Ale jednak. Co ciekawe natomiast ryzyko trzęsienia ziemi zostało ocenione jako niskie - wbrew moim osobistym odczuciom, bo jednak San Andreas się czai niezbyt daleko A najbardziej zaskoczyło mnie w treści seller’s disclosure pytanie o to czy w owej nieruchomości było kiedyś prowadzone methamphetamine lab . Seller zapewnił że nie ... takie rzeczy chyba tylko w Ameryce
-
My nie mieliśmy specjalnie wyboru... w tych okolicach wszystko z HOA a zależało nam głównie na najlepszych możliwych szkołach
-
Jak dobrze pójdzie to na Thanksgiving a jak się nie uda to chociaż na swieta... chyba poczytam.. a z drugiej strony może lepiej poczytam na początek zasady na jakich działa nasze HOA - za rok się wypowiem co sądzę
-
Posesja jest ogrodzona ( z tylu domu) wiec jest to teraz zamkniety ale wokół samego basenu jest plotek oddzielający od ogródka i patio. Tego w żadnym innym domu nie widzieliśmy
-
To mnie nastraszyliscie ja myślałam ze nie ma opcji bez HOA, że to taki standard w Ameryce... ale może i trzeba się wczytać w te umowę z nimi. Ja to z tych co choinkę rozbierają w lutym czy marcu jak mi się przypomni także lepiej żeby nie byli jacyś upierdliwi w tym temacie Dekoracje na Halloween już w całej okolicy kwitną i moje dzieci są zachwycone!
-
Haha, dokładnie to samo sobie myślałam ostatnio... nigdy nie mów nigdy zmieniłam zdanie o 180 stopni. Przede wszystkim w końcu mam prace która kocham plus słońce, plaza i upał okazały się uzależniające.. nawet jak było 44’C to nie było tak zle. I o ile wcześniej byłam przeciwniczka basenów bo sama nie przepadam to jednak przekonałam się widząc ile to frajdy sprawia dzieciom.. a co do Trumpa to w tej okolicy gdzie się osiedlamy co drugi dom ma plakat „Biden harris” so I think we’re good
-
O panie... o tym nawet nie pomyślałam ale już sprawdziłam i jest git. HOA jest w porządku. Zreszta nam się podoba okolica i wszystko tak jak jest wokół domu, nic zmieniać nie chcemy. Zastanawiam się tylko jak oni znajdowali czas na zajmowanie się tym skalniakiem i palmami i trawnikiem przed domem - nie ma szans, musiał to doglądać jakiś ogrodnik... za ładownie wygląda a mieszkała tam teraz rodzica z dwójka małych dzieci, taka jak my , wiec wszystko w domu jest baby-proffed co nam bardzo pasi. Nawet jest plotek wokół basenu, szczelnie zamkniety żeby się maluchy nie potopily także nic zmieniać nie trzeba
-
W sensie miales na myśli że bez realtora próbowałeś? No my od razu wzięliśmy ale to chyba był jakiś randomowo nam nadany przez zillow bo domy sami w sumie sobie wyszukalismy... ale nie narzekam, nasz „reaktor” (jak go już przywykliśmy nazywać, bo nam w telefonie autocorrect zawsze realtora poprawia na reaktora ) bardzo ogarnięty i jeszcze nam dał namiar na babkę z banku co nam taniej kredyt ogarnęła, inspektora co nam jakiś przeciek w dachu znalazł i jeszcze paru innych specow... a do tego jak dawaliśmy ofertę to się w łeb pukał ze za wysoko i ze on by najpierw niżej próbował cisnąć ale tymi HOA fees to mi dałeś do myślenia, zapytam „reaktora” czy sprawdził temat
-
No właśnie podejrzanie proste to wszystko, mamy realtora który ogarnia wsio. Zaskoczyło mnie bardzo ze tu realtorzy jakby między sobą negocjują - ja to chciałam bezpośrednio ze sprzedającym sama pogadać no ale ważne że znaleźliśmy dream house i nasza oferta została zaakceptowana (już raz wcześniej zostaliśmy odrzuceni i było to spore rozczarowanie).. Niestety nie doczekałam się na załamanie na rynku nieruchomości i zamiast kupić tanio płacimy miliony monet teraz... no ale coz, taka cena za dobry school dystrykt.
-
Witam po dłuższej przerwie... dawno mnie tu nie było, bo wciągnęła mnie burzliwa rzeczywistość.. Chciałam się z wami podzielić nowiną, że tak jakoś wyszło, że właśnie kupujemy dom Papierologii nie ma końca, proces zaskakująco inny od polskiego i ciągle się boje, że o czymś ważnym zapomnimy i coś pominiemy albo ktoś nas oszuka (takie tam przyzwyczajenia z Polski;))... Jakieś mądre rady?
-
Dla mnie to, że się jakaś mama zajmie dziećmi moimi to nie jest opcja równa z Day Care. W porządnym zlobku czy przedszkolu jest wykwalifikowana kadra która oprócz opieki pracuje nad rozwojem dziecka - moja córka od 3 lat chodzi do szkol Montessori i efekty są fantastyczne - ledwo 4 latka ma a już liczy do 20 umie dodawać, zaczyna sama pisać i czytac pierwsze słowa.. nie mówiąc już o tym, że instytucje musza spełniać sporo wymogów zarówno sanitarnych jak i dydaktycznych. Co do sanitarnych - bo pisalas że się boisz covida - to w naszym przedszkolu wyglada to tak, że dzieci podzielono na grupy max 10 dzieci, każda w osobnej klasie i dzieci się nie stykaja. Codziennie przy oddaniu dziecka jest mierzona temperatura, rodzic musi być w masce, oddaje dziecko w bramie podwórka, nie ma wchodzenia. Nauczycielki wszystkie cały dzień w maskach i rękawiczkach. Wszystkie sale, zabawki i przedmioty są codziennie po zajęciach dezynfekowane (zabawki dla tych najmłodszych są myte wodą z mydłem żeby żadna chemia im nie zaszkodziła), pościel i wszystkie rzeczy dziecka rodzice dostają codzień z powrotem i maja obowiazek uprać - przynieść inny zestaw na drugi dzień. To upierdliwe, ale przywykłam do ciągłego prania... Oczywiście nie jest to wszystko gwarancja ze nikt się nie zarazi ale chodzi o zmniejszenie ryzyka i jak na razie wszyscy są zdrowi a szkoła funkcjonuje tak już ponad 2mc. Niektóre dzieci w starszych grupach chodzą w masce cały dzień i nauczyciele zachęcają by więcej rodziców zakładało je dzieciom ale tez nie zmuszają do tego - ja mojej córki nie zmuszam bo wiem ze ona w tym nie wytrzyma. Ale za to wie ze trzeba myć ręce często itp - ogarnia co to wirus A co do chorowania dzieci - moje na szczęście nie były nigdy jeszcze chore odkąd jesteśmy w usa. Córka w PL miła ciagle gila a w CA przestała w ogóle mieć... A nomoże raz miała zapalenie krtani, faktycznie nie była w przedszkolu tydzień wtedy - zmienialiśmy się z mężem, oboje pracowaliśmy z domu i kto akurat mógł to ogarniał dziecię, jakoś dało radę Ja bym nie kłamała i nie ukrywała ze masz dzieci. To nie PL żeby się dało zwolnienie na dziecko wziąć wiec pracodawca się tego nie obawia raczej. Tak naprawdę na koniec dnia wszystko i tak zależy od tego na ile tolerancyjny i wyrozumiały będzie twój szef. Wszystko się jakoś ułoży
-
@ajlo19 co do Twoich moralnych dylematów to absolutnie nie czuj się winna, że chcesz pracować mając dzieci - dla dzieci jest bardzo ważne by mama była szczęśliwa i nie oszalała. A poza tym - nie chodzi przecież tylko o to w byciu matka żeby nakarmić i ubrać ale tez żeby być dla dziecka jakimś autorytetem - moja mama całe życie pracowała a ja wie turlałam po żłobkach, przedszkolach i świetlicach szkolnych i bardzo się czułam zaopiekowana przez mamę a do tego bardzo ją podziwiałam ze pracuje i łączy to z domem. Zawsze byłam dumna z niej, nawet jako 10letnie dziecko. Także nie martw się!! Łap prace tymbardziej jak znalazłaś Day care. Mój młody poszedł do Day care mając 8mc i ma się świetnie. Co prawda chodzi na pół dnia i popołudniu próbuje z nim pracować z domu co różnie wychodzi... ale jakoś dajemy radę. Prawie w ogóle nie płakał, był zachwycony usną otoczenia i obecnością rówieśników. Nadal karmie piersia, odciagam w pracy i na drugi dzień dostaje do żłobka. Także da się wszystko ogarnąć! Co do szkol to nie doradze, u nas w CA są zamknięte na jesienny semestr (w sensie nauka online) także wielu opcji nie ma. Wszystko zależy tez od pracodawcy - mój jest bardzo tolerancyjny, mój szef sam ma małe dzieci wiec rozumie ze czasem nie ma mnie przy komputerze bo np odwożę dzieci albo usypiam synka itp.. dasz radę!!
-
A gubernator nakazał maski nosić? U nas jest prikaz z góry i z tego co widzę to się 95% ludzi do niego stosuje. Po raz pierwszy od pół roku zdecydowaliśmy się z okazji swieta na rodzinny luncz w restauracji w Calabasas i było bardzo sanitarnie - siedzenie tylko nazewnatrz, co trzeci stolik można zająć, stoły odgrodzone wysoka przezroczysta ścianka, dezynfekowane po każdy kliencie, kelner w masce z filtrem N95 i przyłbica (wyglądał jakby w szpitalu pracował). Także czuliśmy się bezpiecznie. Fakt, że ciężko na mieście w tych maskach wytrzymać przy upale 34’C.... dobrze, że z domu pracuje i chociaż do pracy tego dziadostwa zakładać nie muszę. Mamy już w pracy dwie osoby Covid-pozytywne
-
Rozwiń proszę temat, bo bardzo jestem ciekawa. Nigdy moja noga jeszcze na rosyjskiej ziemi nie stanęła choć znam wielu Rosjan. Aczkolwiek raczej tych co przesiąknęli zachodem
-
Dawaj te listę, bom ciekawa na którym miejscu jest Aeroflot i Ukrainian Airlines :p Ja osobiscie o życie się bałam tylko raz, latając lokalnymi liniami po Indonezji (bylo to w 2008), bo wiele z nich nie jest (a przynajmniej nie było wtedy) dopuszczonych do lotów międzynarodowych jako, że nie spełniają standardów bezpieczeństwa...Pamietam jak pilot nas ostrzegał, że przy lądowaniu będzie mocno trzęsło (a w samolocie nie było pasów bezpieczeństwa) bo musi szybko posadzić maszynę i wyhamować bo na końcu pasa na lotnisku leży jeszcze wrak rozbitego samolotu z zeszłego roku... było to w Surakarcie na wyspie Java o ile dobrze pamietam... Pamiętny lot
-
Ale że co? Śpi se kolo i tyle... mało to żuli w mieście?
-
Nomen omen - dziś dostałam maila z info że aplikacja o paszport jest „approved” i w ciągu 2tyg wyślą paszport, także ruszylo! a co do rachunku za znieczulenie to mi się ostatecznie udało nie zapłacić :p
-
Ja aplikowałam o paszport dla małego w lutym, zanim jeszcze cokolwiek było zamknięte, babeczka mnie zapewniała ze max 4-5 tygodni i będzie. Do dziś czekamy i wieści brak tak wiec utknęliśmy w usa. A szkoda bo skoro i tak pracuje z domu to mogłabym w PL posiedzieć trochę, mamę odwiedzić która siedzi sama od tylu miesięcy
-
@Roelka v.2 witamy z powrotem!! Ja uwielbiałam twoje posty. Cieszę się że udało się „wywołać wilka z lasu” i znów jesteś z nami
