Skocz do zawartości

mola

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1 232
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    98

Zawartość dodana przez mola

  1. Były jakoś w czerwcu. Ale dla mnie morwa smakuje jak niedojrzałe czereśnie, może jakaś nalewkę da się z tego? Ale to już na przyszły rok
  2. W czwarek zabrałam się za przycinanie naszej morwy, bo już się zrobiło zapuszczone drzewo. Morwa wyrasta nam troszkę ponad dach naszego rancha. Co sięgnęłam z drabiny to obcięłam, zostało całkiem sporo sterczących badyli na czubku drzewa, ale nie mieliśmy sprzętu do tego, więc miałam dokończyć w weekend po uzupełnieniu narzędzi. W piątek wracamy do domu z pracy, a tu morwa ładnie przycięta. Sąsiad wziął i obciął i jeszcze nie chciał się przyznać, że to on. Nie mogłam tego tak zostawić, ciasto już w piekarniku
  3. Znowu odżyła dyskusja czy warto do USA, czy nie, więc ja napisze, że dzisiaj mija dokładnie 5 lat od kiedy @Xarthisius i ja przyjechaliśmy do USA na 3 lata. Od tego momentu: 2 AOS: z J1/J2 na H1B/H4 a potem na loteryjną zieloną kartę 3 przeprowadzki, ostatnia na swoje 2 stany 1 zmiana pracy (przynajmniej dla mnie, no chyba że liczyć bycie mamą na pełen 24 godzinny etat, to dwie) 1 nowy obywatel Trzeba będzie wieczorem wino jakieś otworzyć.
  4. U mnie właśnie wjechało drożdżowe z brzoskwiniami
  5. To ja jeszcze podrzucę przepis bardzo "kawalerski" z moich ukochanych mojewypieki.com 280g masła orzechowego 1 duże jajo 1/3 szklanki cukru. Zmiksować aż masa będzie "do lepienia" (kitchen aidem jakoś minutę dwie), lepić kulki wielkości orzecha włoskiego (powinno wyjść koło 15). Rozpłaszczyc widelcem. Piekarnik 180C, 12 minut albo minutkę dwie dłużej aż będą rumiane. Robi się doslownie 5 minut, a mój syn uwielbia. Pełny opis tu: https://www.mojewypieki.com/przepis/proste-ciastka-orzechowe
  6. @andyopole dzięki, będzie próbowane
  7. Ja mam akurat chyba zeszłoroczne, bo paczkę już zamrożoną dostaliśmy jakoś wiosną i jakoś nie było czasu/okazji. Czas już na nie najwyższy!
  8. Bardzo poproszę, chętnie spróbuję
  9. Co mi przypomniało, że w zamrażarce mam domowo zrobione brzoskwinie z Kolorado - prezent od kolegi, którego mama pochodzi właśnie stamtąd. Także chyba czas na nie, na jakimś drożdżowym może?
  10. Zacznij od wniosku o nowy paszport. Jak będziesz miała go w ręku - przejrzyjcie na spokojnie z mężem swoje DSy i sprawdźcie co musicie zmienić. O ile Twój licencjat nie jest jakiś specjalnie kluczowy - dla "współwylosowanego" nie ma wymagań co do wykształcenia, o tyle uaktualnienie we wniosku paszportu na pewno oszczędzi Wam zamieszania. Na odblokowanie i edycję macie sporo czasu, nie ma co z tym gonić.
  11. Nie zwlekaj z wymianą paszportu. Jeśli zmieniłaś nazwisko, to stary paszport jest ważny 60 dni od daty oficjalnej zmiany. Do procedur wizowych będziesz potrzebowała nowego, ważnego paszportu. Lepiej wymienić na spokojnie gdy jest jeszcze na to czas, niż potem się pocić z nerwów...
  12. U nas tylko dla tych co wzięli dzień urlopu.
  13. Super! Fajnie będzie patrzeć jak rosną Przedstawiam nasze zeszłoroczne towarzystwo, zameldowało się pod daszkiem przy drzwiach wejściowych. W tym roku na jednym z niższych drzew przy domu gnieździ się dziki gołąb, ale widać tylko gniazdo od spodu i czubek ogona.
  14. Ja skromniutko ale też się pochwałę. Okazało się, że drzewko koło domu to czarna morwa, owocuje jak głupia. W mini ogródeczku rosną zioła i lawenda, pod ścianą gladiole o które toczyłam bój z zającem. A w doniczce - truskawki. Jak tylko jedna nabierze odcienia chociażby zbliżonego do czerwonego, syn leci i zjada
  15. Dzięki, jak się zdecydujemy to będę pisać.
  16. @andyopole właśnie takie, może tylko deski szersze i kolor inny, ale właśnie takie. Jakieś rady i przemyślenia w temacie kładzenia? Bo na razie kształcę się w teorii i wydaje mi się, że dalibyśmy spokojnie radę.
  17. Ja już mam plan! Od jakichś dwóch miesięcy namawiam małżonka żebyśmy razem położyli hardwood floor (polakierowane już deski dla ułatwienia) w salonie i korytarzu. Jakie to byłyby oszczędności i do tego 60m2 satysfakcji!
  18. Z moich przemyśleń w temacie: nie wiem jak gdzie indziej, ale ja pracuję w dziedzinie kierunków ścisłych/IT. Wymagania dla nowych kandydatów na pozycje research scientist są bardzo wysokie (2-3 języki programowania, SQL, dobra znajomość narzędzi do kontroli wersji, doświadczenie z cloud computing i programowaniem równoległym to podstawa), jak ktoś je spełnia to łatwo znajdzie pracę w Krzemowej Dolinie. Natomiast za akademickimi ofertami idą raczej średnie pieniądze, z jasno określoną drabinką awansu. Jak ktoś już ma ugruntowaną pozycję to pewnie sobie jakąś ekstra kasę wynegocjuje, ale to "ekstra" też będzie w ramach jakiś widełek. Pieniędzy nie zaoferują, więc rozpieszczają benefitami, żeby ludzie chcieli na uczelniach zostawać i pracować.
  19. Wiemy, sprawdziliśmy i górę, i dół. Może jak włączamy/wyłączmy to sąsiad zachodzi w głowę co mu tak w kuchni światło mryga
  20. Mamy w domu jeden włącznik, który nie wiadomo co włącza. Na pewno nie żadne główne światło, napewno nie żadne gniazdko. Prąd w tym jest ale gdzie wychodzi na drugim końcu? Tego nie wie nikt
  21. Na razie buduję zasieki. O! czasy studenckie i wykłady z analizy matematycznej mi się przypomniały
  22. Z życia matki na przedmieściach - plan na wieczór to upiec milion mufinek na jutrzejszy przedszkolny bufet z okazji Teacher appreciation week. Ponadto prowadzę krucjatę przeciwko wiewiórkom i zającom - bitwa się toczy już tradycyjnie o moje gladiole - co nie wzeszło to kopią wiewiórki, co wzeszło obgryzają zające. Jak w tym roku znowu nie będzie ani jednego kwiatka - kapituluję.
  23. Nie da rady. Ale jakbyś potrzebował 6 krzeseł z bagażem emocjonalnym to się polecamy
  24. Czy stół i krzesła oddamy czy nie, panią Bożenkę będziemy pamiętać już zawsze
  25. Nudą wieje w tym wątku, więc opowiem nasze przygody ze stołem z ostatnich tygodni. W listopadzie roku 2014, nabyliśmy w Ikei stół i krzesła. Naszą motywacją był fakt, że zaprosiliśmy ówczesne szefostwo na polską niepodległościową gęś i tak głupio było jeść przy ladzie w kuchni. Stół przeprowadził się z nami, przeżył pomazanie markerami i różne inne szkody wyrządzone przez dziecko. Był tani, wiórowy, świetnie zaprojektowany i bardzo wygodny. A krzesła można było prać. Aż tu pewnego dnia ktoś puka. Patrzę sąsiad z boku i sąsiadka z domu za sąsiadem. I otóż sąsiad mówi, że oto sąsiadka, sprzedaje dom i się wyprowadza i ma stół i krzesła do oddania. Na to sąsiadka mówi, że ona musi oddać je nam bo my jesteśmy z Polski (i sąsiad dodał, że nie widział wielkiej ciężarówki z meblami, więc pewnie mebli nie posiadamy. Nie zauważyli małego uhaula i miliona kursów naszym samochodem, końcu przeprowadzaliśmy się tylko parę ulic dalej). I tu wkracza sąsiadka, pani 80+, której rodzice pochodzili z Czech i która jak się okazało wyjechała do USA jako dziecko o imieniu Bożenka. Ani się nie obejrzałam, a Bożenka już prowadziła mnie do siebie bym stół obejrzała. Zanim przeszliśmy te 50m do jej domu, już wiedziałam, że stół jaki by nie był - musimy wziąć. Bożenka mówiła po czesku, wzruszając się każdym słowem, które rozpoznawaliśmy, wspominała męża, który zmarł pół roku temu oraz swoją wyprowadzkę na drugi koniec kraju, której się trochę obawia. W międzyczasie zostałam wyściskana milion razy i zaproszona na lunch. Stół wzięliśmy. Nasz oddaliśmy w dobre ręce. Bożenka powiedziała, że dom kupili dwa lata temu i stół już tam był, ale teraz ona go daje nam, żebyśmy o niej pamiętali i zabrali go ze sobą wszędzie gdzie się przeprowadzimy. Sąsiad się zorientował, że trochę nas wmanewrował. I teraz jesteśmy w kropce. Bo stół ładny, drewniany, ale zbyt elegancki jak na nasze codzienne życie z dwulatkiem. A na pięknych krzesłach nie da się siedzieć, góra pleców pchana do przodu, za to krzyż bez żadnego podparcia. Bożenka stwierdziła, że jak go nie weźmiemy, to odda do Armii Zbawienia czy innego Goodwila, i tak chyba zrobimy jak tylko się wyprowadzi, licząc, że nie zjedzą nas przez to wyrzuty sumienia. Naszego starego stołu już nie odzyskamy, wróżę nam rychłą wycieczkę do Ikei
×
×
  • Dodaj nową pozycję...