-
Liczba zawartości
1 172 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
88
Zawartość dodana przez mola
-
Dołączam się. Nikt zdania nie zmieni, można przenieść w inny wątek, a tego szkoda ignorować.
-
Nic się nie martw. Takie rozdawnictwo jakie jest w PL to nawet Berniemu się nie śniło. W okresie przedwyborczym ludzie lubią się afiszować ze swoimi poglądami na trawnikach, niektórzy nasi sąsiedzi deklarują się jako "Republikanie za Bidenem". Edit: jeszcze pomyśl tak - jeśli jeszcze nie jesteś w USA i wygra Trump - nie będziesz takiego typu problemów, bo Trump zrobi wszystko byś nie cieszyła się republikańskimi porządkami w USA.
-
Ta forumowiczka (z tego co pamiętam) odczuła to na własnej skórze przy okazji zeszłorocznej DV...
-
@mvgda pamiętaj tez że to nie demokraci rzucają Ci każdą możliwą kłodę pod nogi żeby uniemożliwić Ci emigracje na zielonej karcie do USA...
-
@MeganMarkle gratulacje! My też się na początku za szukanie domu wzięliśmy "po polskiemu" i na open housach patrzyli na nas dziwnie, że jak to tak bez agenta. My na nowy dom dostaliśmy butelkę bardzo dobrego wina (jak się później okazało) oraz specjalnie dla nas dedykowany christmas ornament.
-
Podobno Szumowski od razu przepisał na żonę
- 2 550 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- prezydent
- waszyngton
- (i 5 więcej)
-
Do moderowania tej debaty najlepiej by się nadawał Dr. Phil...
-
Do tego co bardzo trafnie podsumowała @katlia dorzucę tylko że jeszcze wlicz w koszta swoje zdrowie psychiczne, bo z tego co pamiętam co pisałaś wcześniej zamknięcie w domu z dziećmi nie było dla Ciebie dobre, zwłaszcza jako świeżemu imigrantowi. Dobra opieka nad dziećmi jest tu po prostu droga. Oboje z mężem pracujemy i zarabiamy na lokalne warunki raczej dobrze, ale i tak uważamy, że płacimy dużo za przedszkole. I owszem - stać nas, ale wielu znajomych na podobnym szczebelku zarobków ustawia sobie plany rodzinne tak, by nie mieć dwójki w żłobku/przedszkolu w tym samym czasie. Nie można mieć po prostu wszystkiego - zaopiekowanych dzieci w domu, pracy i socjalu, jakiegoś życia towarzyskiego poza domem przy średnich zarobkach, no chyba że masz oboje dziadków na miejscu, którzy są chętni do opieki nad dzieciakami w każdej chwili.
-
Wszystko to przez to, że w Kalifornii znowu liści w lasach nie pograbili...
-
Nie wiem czy wzbudzi zazdrość, ale nasze plany na weekend to 6 funtów łopatki wieprzowej i 14 funtów brisketu. Oczywiście z przeznaczeniem na grilla moja rola w ww planach to konsumpcja.
-
Update sytuacji na kampusie: https://www.npr.org/sections/coronavirus-live-updates/2020/09/03/909137658/university-with-model-testing-regime-doubles-down-on-discipline-amid-case-spike?utm_campaign=storyshare&utm_source=facebook.com&utm_medium=social Wygląda na to, że dobrze z sąsiadami obstawialiśmy. Jak się undergradzi nie opanują to połowa września i idziemy online
-
Witamy w klubie! Ja zamówiłam kanapę i fotel 29 czerwca. Przewidywany termin dostawy na dziś to 2-20 września. O ile kolejny raz nie przesuną...
-
W kwestii wirusa - nasz kampus stanął na wysokości zadania. Uniwersytet opracował własny, wydajny test na wirusa, właśnie zatwierdziło go FDA. Na kampusie jest chyba 20 punktów, gdzie test można zrobić (za darmo dla studentów i pracowników), zero kolejek, wyniki w kilka godzin przychodzą na maila. W tej chwili nasz kampus robi 10 tys testów dziennie, co stanowi nieco ponad 1% liczby wszystkich testów z jednego dnia w całym USA. Każdy, kto chce funkcjonować na kampusie ma obowiązek testów 2 razy w tygodniu, inaczej nie wejdzie do żadnego z budynków. Na kampus właśnie jednak napłynęli studenci - najsłabsze ogniwo systemu antywirusowego... Obstawiamy z sąsiadami ile tygodni zanim wszystkich przeniosą znowu online. Wedle nieoptymistycznych modeli socjologów - powinniśmy dotrwać do października. Plan władz - dotrwać do Thanksgiving, potem i tak zajęcia zostały zaplanowane tylko online. Z sąsiadami obstawiamy połowę września.
-
-
Jak najbardziej! Dziękuję i polecam się!
-
Figi lubią się z czerwonym winem. Jak potrzebujesz przy smażeniu je czymś "podlać" to tylko czerwonym wytrawnym Edit: w sensie wino lej do gara z figami
-
To jest konsekwencja tego jak wymagania na wizy F są skonstruowane. I przed epidemią stało w regułach, że jak się przyjeżdża na studia na wizie F, to nie na coś, co odbywa się online. Uniwersytety próbują odnaleźć się w pandemii, wiele osób z faculty nie chce prowadzić zajęć w normalnym trybie, więc pojawił się problem. Nikt z rządu (przynajmniej ja nie słyszałam) nie naciska na uniwersytety, by przeniosły się online, mocniejszy nacisk jest ze strony prowadzących zajęcia (u mnie na kampusie też). Studia dla zagranicznych są bardzo drogie (co najmniej 2x stawka dla mieszkańców stanu), dlatego jest tu mnóstwo dzieciaków bogatych rodziców (jak się na kampusie widzi kogoś w sportowym aucie - duża szansa, ze to student z Azji, Europejczycy mają swoje renomowane uczelnie, poza tym dziecko po studiach w USA w Chinach to pewnie plus milion do prestiżu na dzielni), dlatego w mojej opinii władze uczelniane próbując sobie radzić z epidemią trochę zapomniały o tym, jakie wymagania wizowe muszą spełniać międzynarodowi studenci. Trochę to smutne, że tak się poskładało, ale trudno winić ICE o stosowanie prawa, które było długo przed epidemią. Swoją drogą, nie sądzę żeby mój kampus, gdzie międzynarodowych jest 20%, się zdecydował, żeby przejść na 100% zajęć online. Na razie nie ma takich planów. No chyba, że zagraniczni zdecydują się płacić tuition i robić zajęcia zdalnie.
- 2 550 odpowiedzi
-
- prezydent
- waszyngton
- (i 5 więcej)
-
-
U nas odwołane. Zazwyczaj był fajny show od kooperacji miasto-kampus, oraz mniejszy show od jednego z lokalnych country clubów. Nie wiem jak country club, ale miasto odwołało. Natomiast... Nasz sąsiad wraz z kolegami wybrał się na zakupy fajerwerkowe do Indiany i - wedle sąsiadki - panowie trochę popłynęli. Mamy dostać namiary na tajną miejscówkę, gdzie będą dolary wysadzać w powietrze, więc pewnie pojedziemy i z samochodu będziemy podziwiać
-
Ja z kolei pamietam poszukiwania kwiatów kopru w spożywczaku, chyba na małosolne albo jakieś inne ogórki były mi potrzebne. W końcu przez przypadek znaleźliśmy. W kwiaciarni.
-
Pamiętam naszą wyprawę do Chicago dwa lata temu, w czerwcu. Jechaliśmy wtedy na wywiad do USCIS i do konsulatu. U nas, raptem 2h jazdy na południe były wtedy już 30C upały, więc pojechaliśmy na letniaka. Jadąc przez centrum dziwili mnie ludzie w puchowych kurtkach, jak zaparkowaliśmy koło konsulatu - zrozumiałam. Mieliśmy plan na dłuższy spacer, ale było tak lodowato, że szybcikiem, dziecku jezioro pokazać i do hotelu. A na listopadowe ciepełko to mogę polecić kierunek. Wybraliśmy się na początku grudnia i mieliśmy puste, karaibskie plaże tylko dla siebie, bezprzesiadkowo z ORD
-
sukienkę ślubną w charakterze eksponatu dla potomności.
-
8. Dokumenty. Świadectwo maturalne, dyplomy, odpisy aktów urodzenia, ślubu, wszystko co istotne. Nie wiadomo, kiedy się przyda, a załatwianie przez ocean bywa upierdliwe. 9. Istotna dokumentacja medyczna. Mój dentysta poprosił o starsze RTG żeby mieć lepszy obraz mojej sytuacji. Wszystkie moje zdjęcia uzębienia ma na komputerze mój dentysta w PL, ale odbiłam się od RODO i pani na recepcji nie wyśle, więc trzeba kogoś upoważnić, oddelegować, nagrają na CD... Także jak ktoś się leczy i jest duża szansa że leczenie będzie w USA miało ciąg dalszy, to polecam zebrać sobie elektronicznie co najważniejsze i mieć.
-
Ja jak idę do restauracji to jestem jak ten krytyk z "Ratatuille" Już taki typ. W Austin mieliśmy ulubiony steak house, sieciowy Saltgrass. Lubiliśmy tam zabierać gości z PL, bo mieli super wystrój i klimat: rogi longhornów i inne łupy z polowań na ścianach, wystawione jakieś narzędzia rolnicze, niezależnie od pory roku paliło się w kominku, no i wiadomo - sport na TV, bar, goście w kapeluszach i kowbojkach. Ale... za każdym razem wizyta tam to była dla mnie męczarnia bo od przekroczenia progu czułam tylko kurz na tych wszystkich longhornach, narzędziach... Zazwyczaj gości z PL zabieramy do steakhouse'a i na śniadanie do typowego diner, gdzie serwowane są jajka, hash browns, panie zwracają się do wszystkich per "honey" i ogólnie jest klimat. Mamy tu taki zupełnie niesieciowy diner, na który sami od czasu do czasu wpadamy na śniadania. Każdy kaseton na suficie jest inny, stoły mocno sfatygowane, ale jedzenie dobre, atmosfera super, no i w sobotę rano trzeba mieć szczęście by miejsce znaleźć. A na meksykańską kuchnię idziemy za każdym razem jak jesteśmy w Austin. Jest bez porównania do naszej lokalnej meksykańskiej. Ogólnie u nas na wsi wybór cuisinów nie powala.
-
Ani jedno, ani drugie. Z dwóch różnych powodów