Skocz do zawartości

rzecze1

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1 736
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    104

Zawartość dodana przez rzecze1

  1. To prawda. Zresztą, wszystkie obecne i przyszłe propozycje w sprawie imigracji obu stron mogą byc traktowane tylko i wyłącznie jako obietnice wyborcze. W rzeczywistosci nic się nie zmieni do co najmniej wiosny 2021 roku, i to tylko w załozeniu, ze w listopadzie 2020 wygra zdecydowanie jedna strona. W przeciwnym razie - kolejne lata deadlock'u. Tak czy inaczej, to dobra wiadomosc dla wylosowanych w DV 2020, wizy są bezpieczne, a kto wie, moze i takze takze te przyszłoroczne DV 2021.
  2. Ciekawy tekst, ale powiedziałbym ze idzie na łatwiznę, bo skupia się na grupie, która od "zawsze" głosowała na ludzi "prawicy" i potem się trzymała tego wyboru no matter what (podany przykład Nixona). Nie jest to zaskakujące, ani tez nie zmieni się w przewidywalnej przyszłości, ale autor wydaje się zapominac, ze to nie ci ludzie wybierają prezydentów czy innych rządzących. Jest ich po prostu za mało. Rządzących faktycznie wybierają ludzie którzy są w "centrum", ludzie którzy dokonują zmiennych wyborów w zalezności od okoliczności, i są to ludzie którzy zdecydowanie nie mają mentalności autorytarnej (wyzej podawaliśmy ilu wyborców Obamy z 2012 w 2016 zagłosowało na Trumpa, gdzie jest liberalny tekst tłumaczący to zjawisko?). I o ile taka analiza jaką widzimy w tym tekście moze byc ciekawa, niczego pozytywnego nie wnosi. Duzo ciekawsze byłoby pochylenie się na pytaniem dlaczego to ludzie centrum (ci "nie-autorytarni") ostatnio wybrali obecnego prezydenta. Rozciąganie mentalności amerykańskiej chrześcijańskiej prawicy (która jaka jest kazdy widzi...) na całosc trumpowskich wyborców jest łatwe, wygodne i pozwala liberałom czuc się dobrze, ale ma potencjalnie śmiertelne konsekwencje. Błędna metodologia moze doprowadzic do błędnych wniosków i rozwiązań, i w konsekwencji kolejnych porazek. Poza tym to skomentuję tylko dwa paragrafy które mnie zaciekawiły: "Resarchers discovered decades ago that people validate their social opinions socially to a certain extent by selecting news outlets, friends, and so on that will tell them they are right. This produces an illusion of consensus, at least among all the “right” people like themselves. Almost everybody does this, but authoritarian followers do it much more because they don’t have many ideas of their own, beliefs they have worked out for themselves and can defend. And they are much more likely to expose themselves only to sources of information that tell them what they want to believe. Getting only one side of a story raises the chances you will get it wrong, but as Ralph Peters, formerly the military analyst at Fox News, said recently, “People that only listen to Fox have an utterly skewed view of reality.” " Pięknie napisane i absolutnie prawdziwe. Prawicowcy mają tendencję do kiszenia się we własnym bezpiecznym sosie i era mediów społecznościowych to ułatwiła i spotęgowała. Ale równie dobrze i śmiało mozna to napisac o wyborcach liberalnych/demokratycznych. Dodam więcej, w 2016 w temacie szans Trumpa na wygraną to widzowie CNN, MSNBC i innych mainstreamowych liberalnych mediów mieli o duzo bardziej - jak to autor pisze - "an utterly skewed view of reality" niz widzowie Fox'a.... Zatem... something to thnik about... "Compared to most people, studies have shown that authoritarian followers get their beliefs and opinions from the authorities in their lives, and hardly at all by making up their own minds. They memorize rather than reason. Religion provides a good example of this: authoritarians tend to believe strongly in whatever religion they were raised, the result of having had their religion strongly emphasized to them while they were growing up. But at some point in their youth—typically in early to mid-adolescence—they usually have doubts about what they have been taught. When this happens they typically go to their parents for guidance, or clerics, or scriptures, or friends who profess strong belief. They are mainly seeking reassurance, and not surprisingly, they keep their beliefs. " Z powyzszym fragmentem tez się nie do końca zgadzam. I przyznaję, ze do jakiegoś stopnia ma na to wpływ ma moje osobiste doświadczenie. Wychowłem się w polskiej rodzinie w której religijne nakazy (lub w większości - zakazy) były wielokrotnie liczniejsze niz nawet najostrzejsze oficjalne nauczanie rzymskiej Kongregacji Nauki i Wiary... ale jakoś nie przeszkodziło mi to w rozwinięciu własnego myślenia i nie przeszkadza moim znajomym w robieniu tego co oni - a nie proboszcz - uwazają za słuszne. I tu mam własną hipotezę - im bardziej coś ludziom próbuje się narzucic - tym bardziej się przeciw temu buntują. Na europejskim podwórku dobrymi przykładami są tu Irlandia i Hiszpania. Dekady TOTALNEJ dominacji Kościoła i konserwatyzmu w zyciu społecznym tak im się odbijają czkawką, ze nawet w dzisiejszych czasach upadku lewicy Hiszpania nadal nie chce wybierac konserwatystów, a Irlandczycy w zeszłym roku przegłosowali ustawę aborcyjną z którą nawet ja się nie zgadzam. I o ile ja czy moje polskie środowisko od zawsze zyliśmy w konserwatywnym "talibanie", umiemy sobie z tym radzic i wiemy jak się w nim efektywnie poruszac, tak na poziomie krajowym w długoterminowej perspektywie to się absolutnie nie sprawdzi i odbije tak Kościołowi jak i wszelkim "patrjotom" wielką czkawką... Jarosław Kaczyński we wczesnych latach 90-tych mawiał, ze ówczesne ZChN (Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe) to najkrótsza droga do dechrystianizacji Polski... Teraz mozna powiedziec "Kto się przezywa tak się nazywa...", stawiam stówę, ze to rządy PiS-u będą kamieniem milowym w dziele dechrystianizacji Polski. Im dłuzsze, tym większy będzie backlash. Ale wracając do USA, to wydaje się, ze od jakiegoś czasu, byc moze juz od rewolucji seksulanej lat 60-tych, mainstremowe media nadawały tylko jedną i jedyną narrację - liberalnej tolerancji wszelkich "nowoczesnych" zachowań. A nawet nie tolerancji "nowoczesności", ale kompletnego ignorowania konserwatywnych zachowań które dla wielu ludzi nadal były codziennością. Do tej pory pamiętam moją świętej pamięci babcię która o ile uzalezniona była od "Mody na sukces", tak zawsze powtarzała - "Te ludzie zyją jak koty..." Teraz jak o tym myślę, to właściwie nie przypominam sobie jakiegoś popularnego show w którym promowanoby wartości konserwatywne... Nawet "Friends" zyli w duzej mierze "jak koty"... I biorąc to pod uwagę wcale się nie dziwię, ze zaistniał grunt na powstanie FOX'a czy temu, ze - porzucone przez liberałów fale radiowe - wypełniły się chrześcijańskimi talk radios. Liberałowie zignorowali i porzucili wielką czesc społeczeństwa, najpierw na poziomie kulturowym - a pózniej (co przewazyło szalę) - ekonomicznym, a teraz się dziwią, ze porzuceni się zorganizowali and that they can put up a fight... Generalnie tekst jest w jakimś stopniu interesujący, ale ma wartośc mniej więcej taką jaką miałby tekst o tym dlaczego artyści czy hollywoodzcy aktorzy głosują na Demokratów.... gdyby komuś z republikańskiej strony chciało się marnowac czas na takie analizy...zamiast skupiac się na tym jak wygrywac centrum i rządzic.
  3. Swietny wiersz @andyopole ! Dzięki! Po przeczytaniu jakoś tak od razu się filuję lepiej!
  4. Niestety tu się nie zgodzę. Nierówności społeczne to pierwsza i podstawowa przyczyna. Zauwaz, ze badania (tak jak i zwykłe obserwacje zyciowe) wskazują, ze tak zwany "rasism" czy nietolarancja jest odwrotnie proporcjonalna do zamoznosci badanych. Im ktoś bogatszy i im ktoś ma stabilniejszą sytuację finansową, tym mniej go ochodzi, ze jakiś kolejny Ahmed otworzył na rogu warzywniak. Są oczywiście wyjątki, ale tendencja jest krystalicznie czysta. W czasach powszechnego dobrobytu a jednocześnie szerokiej imigracji takich wydarzeń jak dziś na Zachodzie nie było. A dziś to nizsza klasa średnia traci gospodarczo na szerokiej imigracji i to ona potem robi "dym", wykorzystywana swoją drogą przez prawdziwych rasistów i demagogów, zgodnie z zasadą jedna ręka czyjejś kieszeni, a druga z palcem wskazującym na obcych i słabszych.. Zwłaszcza, ze w telewizji i mediach ludzie pracujący słyszą ciągle o tym jakie to benefity migranci im przynoszą, na czele ze wzrostem mitycznego bozka jakim jest dla elity PKB... Tutaj zawsze mi się przypomina walka polskiego rządu, mediów i wpływowych ośrodków gospodarczych w Polsce (oraz korporacji na Zachodzie) przeciw tej... nie pamiętam juz nazwy... dyrektywie unijnej która nakazywałaby płacic polskim kierowcom na dłuzszych wyjazdach w krajach zachodniej Europy według stawek europejskich. Jedyną stroną która wstawiła się za polskimi kierowcami i ich realnymi interesami były zachodnie związki zawodowe.... Właściwie to nie wiem jak to się skonczyło? Wiem natomiast jak się skończyła ustawa "anty-uberowa" w Polsce... Pani ambasador amerykańska przyjechała, powiedziała co amerykańska korporacja oczekuje... i polski rząd się złozył jak "gryka jak śnieg biała" w deszczowe lato... Don't get me wrong... nie lubię czesci polskich taksówkarzy tak samo jak kazdy inny, ale to było juz przegięcie. Jeśli związki zawodowe nie mogą walczyc o prawa swoich członków we własnym kraju, to jest zle. Prawa pracownicze, jak chociazby 8-godzinny dzień pracy, nie spadły pracownikom z nieba. Walczyli o to, i tak samo im wtedy mówili niekótrzy, ze jak się nie podoba - to niech zmienią pracę... I jeśli przestaną walczyc, to nie mam wątpliwości, ze te prawa stracą.
  5. Ha! Dlugo nie myślałem o tym cytacie! Wygląda na to, ze ja za młodu nie miałem serca a teraz nie mam rozumu Bo przechodzę drogę odwrotną do Twojej, a charakterystyczną dla tak zwanych "korwinowców". Bo drastyczny liberalizm gospodarczy jest przez niektórych nazywany w Polsce "chorobą wieku dziecięcego" właśnie dlatego, ze Janusz Korwin Mikke i jego tuzin partii ma od 30 lat poparcie największe wśród młodych. Non stop. A non-stop dlatego, ze gdy "nowi młodzi" wchodzą w wiek wyborczy, "starzy młodzi" zaczynają miec juz prawdziwe doświadczenia zyciowe i patrzą inaczej na rzeczywistosc. Dla mnie kamieniem milowym było oglądanie przez lata na własne oczy w Wielkiej Brytanii jaką dewastację korporacyjny liberalizm wyrządza wsród klasy średniej, a przede wszystkim wśród młodych. Coraz dłuzszy okres pracy, coraz mniej przywilejów pracowniczych, coraz mniejsza stabilnosc i przwidywalnosc zatrudnienia (tak zwane "zero hours" contracts to plaga). A konkurowanie o pracę w warunkach jako tako zblizonych do tego co mieli rodzice tych młodych to dopiero prawdziwy dziki kapitalizm! Bo takim wysp "dobrobytu" ostało się juz niewiele. Zatem wcale się nie dziwie, ze na Zachodzie ludzie zaczynają "rzucac kamieniami w dinozaury" w nadzieji cały system się rozleci... I dziwicie się im? Przeciez im mniej mają, tym mniej mają do stracenia.
  6. Akurat nie do jakiejś ogólnosocjologicznej wiedzy się odnosiłem, tylko do doświadczenia. I to tylko swojego. I tu akurat ani płec, ani nawet jak o tym teraz myślę - wiek, nie odegrały zadnej roli, stąd tez teraz rozumiem dlaczego ich nie wymieniłem. Znałem byłego pułkownika Ludowego Wojska Polskiego który przyjechał tu obierac ryby, a teraz zaczął zupełnie nowe zycie z nową miłością w RFN. Oraz 65 "babcię" która na emigracji tak odzyła, ze chciała spróbowac wszystkich naroktyków jakie były w okolicy.... Bo o ile Dolny Śląsk to nie Podkarpacie, to - with all due respect - nie jest to takze przysłowiowy Amsterdam. A na emigracji często zauwazyłem, ludzie zaczynają byc sobą, właśnie gdy przestają się martwic o to co moze sobie pomyślec o nich rodzina, sąsiedzi, współpracownicy.... I wtedy właśnie ani wiek ani płec nie grają zadnej roli, i wychodzi z nich to kim naprawdę są lako LUDZIE. Az do czasu gdy wsiąkną w nowe środowisko i w nowe ograniczenia, w nowych sąsiadów, rodzinę, współpracowników... Ale to takie limbo które pojawia się w między czasie zawsze jest niezapomniane. I myślę, ze to jest ciekawszy temat niz to czy chłopaki czy dziewczyny są odwazniejsze czy inne tego typu gener studies.
  7. A to mnie zaciekawiłeś tą płcią. Nie pominąłem jej specjalnie, po prostu mi nie przyszła w ogóle na myśl, i tak się teraz zastanawiam dlaczego... Moze dlatego, ze poznałem w zyciu bardzo duzo silnych i obrotnych kobiet, i jednocześnie bardzo wielu łajzowatych mezczyzn... I moze tez dlatego, ze mieszkam od 12 lat w kraju gdzie zachowania obu płci pozbawione są w zasadzie społecznie narzuconych kulturowych ograniczeń, takich jak na przykład w konserwatywnych regionach Polski gdzie te ograniczenia są relatywnie silne i wpajane od dzieciństwa. A moze tez dlatego, ze pominąłem tez inny czynnik - pewnie znowu z własnych doświadczeń i nielicznych znajomości w tej kategorii - czynnik wieku. Tak czy inaczej, ciekawy temat i ktoś kto lubi moze się zainteresowac i poczytac. Co do religijności to nie wiem. Ludzi naprawdę wierzących jest bardzo, bardzo mało, ale ogólnie to jeśli coś osobiście zauwazyłem to to, ze wierzący Zydzi biją w tej kategorii chrześcijan na głowę. Takiej obojętnej na ziemskiej losy uduchowionej melancholijności jaką widziałem u pewnej grupy ortodoksów lecących z nami samolotem w zyciu nie widziałem u nikogo innego. Chrześcijanie natomiast nie tylko zegnają się przed startem czy lądowaniem, ale jeszcze przy byle turbulencjach to zaraz jest "O my God", "I don't want to die"... A czemu? Przeciez od razu do raju
  8. Nie jesteś jedyna. Gdyby kiedykolwiek przyszło mi wybierac gdzie mam mieszkac, to względy geopolityczne grałyby tu bardzo duzą rolę. Kilka lat temu poznaliśmy w którymś z parków narodowych starszą parę gdzie zona była pochodzenia polskiego, i opowiadała jak jej dziadek wyjechał z Warszawy do Ameryki w 1912 roku. To jest coś co śmiało mozna nazwac " a good call!"... Z drugiej strony do tej pory zawsze wspomiam swojego pradziadka który wrócił z Detroit na Lubelszczyznę tuz przed I wojną światową (po raz drugi zresztą, wcześniej wrócił bo go powołali na wojnę rosyjsko-japońską w 1905, jak mu się chciało tłuc parowcami w te i spowrotem po Atlantyku to nadal nie rozumiem) ... Tak czy inaczej do tej pory mam napisane cyrylicą dokumenty kupna ziemi na mojej wiosce datowane na czerwiec 1914 roku...... I to jest coś co nazywam "not a very good call..." Pomimo tego, muszę przyznac, ze zagrozenie obecną putinowską Rosją jest dziś wielce wyolbrzymione, i tu upvote dla @katlia . Duza wojna konwencjonalna w Europie jest w przewidywalnej przyszłości niemozliwa z jednego powodu - od czasu gdy Związek Sowiecki po wpompowaniu kupy pieniędzy wycofał się się Europy Wschodniej (czy jak to w Polsce lubią mówic - z Europy Środkowej) a następnie się rozpadł i dobrowolnie przyjął ówczesny system liberalny ekonomiczny reaganowsko-thatcherowskiego Zachodu (rzecz niesłychana w historii imperiów) - cała elita rosyjska trzyma pieniądze, jak i większosc swoich dzieci - na Zachodzie. Włącznie z Putinem, którego córka zyje nadal jakby nigdy nic w Amsterdamie. Nie po to obecna nomenklatura kradła przez 25 lat aby teraz wszystko wysadzic w powietrze. O nie. I o ile konflikt rosyjsko-ukraiński jest w duzej mierze napędzany nacjonalistycznym sosem (bo prymitywny, płytki "patriotyzm" zawsze dobrze się sprzedaje wśród mas, kazdego kraju i nagania "notowania" rządzących), tak prawdziwe zródło konfliktu ma inne podłoze. Ukraińcy mogliby sobie mówic co chcą i nawet machac sobie swoimi banderowskimi flagami i zaden ruski rząd by się tym nie przejmował tak długo, jak system społeczny byłby nienaruszony. Jednak niezalezne społeczeństwo wolnych ludzi tuz za miedzą to juz śmiertelne niebezpieczeństwo dla obecnego systemu rosyjskiego, i po przewrocie 2014 roku Rosja musiała działac. Totalna inwazja - łatwa do zrobienia z militarnego punktu widzenia była - i nadal jest - nieopłacalna. I stąd, choc minęło juz 5 lat, ruskiego wojska w Kijowie nadal nie widac... Bo Rosjanie wyciągnęli wnioski z amerykańskich błędów ostatnich 20 lat. Nie zmienia to jednak faktu, ze pewne zagrozenie istnieje, ale wiąze się ono nie z otwartą agresją, ale z mozliwością utraty stabilności Rosji. Paradoksalnie, Putin jest najlepszą rzeczą jaka się mogła przytrafic Zachodowi, Polsce a nawet - jeśli nie przede wszystkim - Ukrainie. Nikt tak nie podbudował ducha ukraińskiego od czasów chyba Chmielnickiego jak zrobił to właśnie Putin. Teraz mają wreszcie legendę na której mogą budowac przyszłosc bez wstydu i kompleksów wobec Europy. Jednocześnie Putin jest splątany na tysiąc sposobów z ekonomicznym systemem Zachodu i zeby tego było mało - takze trzyma za mordę całe barachło siedzące na broni atomowej od Kaliningradu po Władywostok. Marzyciele śnią o liberalizacji społecznej Rosji, lub wręcz jej totalnym rozbiciu, realiści grają na gładkie przejęcie władzy po śmierci/emeryturze Putina i zachowanie status quo.
  9. Moze i chcą, ale tak jak @Jackie wyzej pisze, łączą tą kwestię z innymi problemami imigracyjnymi, według nich wazniejszymi, i patrzą na nią jako na całosc. Generalnie ten motyw jest obecny w amerykańskiej polityce co najmniej od czasów Clintona z którego prezydenturą Republikanie nie mogli się w swoim czasie pogodzic i którego wszelkie ruchy sabotowali. Od tego czasu cokolwiek jedna partia by nie wymyśliła, druga partia uznaje, ze są wazniejsze sprawy które jeśli nie zostaną załatwione najpierw lub równolegle, druga partia się nie zgodzi na proponowane rozwiązania pierwszej partii... W wielkim skrócie - zamiast spotykac się i zgadzac się nawet na małe rzeczy które słuzą wszystkim, i w ten sposób powoli zblizac się do centrum, kazdy trzyma się swojego ektrememum powtarzając - "wszystko albo nic". I dlatego od lat jest jedno wielkie NIC, czego kwestia imigracji jest sztandardowym przykładem (i na czym przynajmniej korzysta @szaman bo moze w zaprzyjaznionym wątku odliczac dni do loterii której by juz dawno nie było gdyby do ponadpartyjnego porozumienia doszło ) Oprócz szamana, na tym tak zwanym bi-partisanship'ie zarabiają miliony politycy, lobbyści, korporacje, mass-media, media-społecznościowe i inni współcześni "influencer'zy" zajmujący się napędzaniem jednych ludzi przeciwko drugim. I - zeby by byc uczciwym - mają ku temu powody. Ostatnią osobą która stanęła na ponadpartyjnych pozycjach był prezydent Bush Pierwszy, który, pomimo swojej wyborczej obietnicy z kampanii 1988 roku - "Read my lips - NO MORE TAXES!" - podatki podniósł, bo wymagało tego dobro państwa. Zapłacił za to bardzo najwyzszą polityczną cenę - przegrał w wyborach w roku 1992. Wszystkie wpływowe siły i partie wyciągnęły z tego lekcję, i w pewnym sensie wyborcy sami są sobie winni tego, ze powstała sytuacja w której Demokraci prędzej podpalą Republikę niz zgodzą się na coś proponowanego przez Trumpa, nawet jeśli byłoby to korzystne dla państwa. I odwrotnie. Republikanie byli dokładnie tacy sami wobec Obamy. Trudno powiedziec jak to się skończy, ale popcornu i piwa to na razie do lodówki bym jeszcze nie chował - show is going on!!!
  10. Ciekawy wątek i ciekawa odpowiedz. Bardzo wiele na pewno zalezy od charakteru, wczesnego wychowania, moze genów, i czego tam jeszcze na co nie za bardzo mamy wpływu, i chyba nie trzeba studiów socjologicznych aby wiedziec, ze większosc ludzi ma raczej usposobienie które im nakazuje unikanie ryzyka. I stąd istnieją tacy ludzie jak @Dudus86 , tacy jak mój kolega który od 15 lat pracuje na lotnisku (sic!) i zawsze mówi o odwiedzeniu ciotki w Szwecji a jeszcze nigdy w zyciu nie wsiadł w samolot, czy wreszcie tacy jak moja mama, która oprócz jednej wymuszonej koniecznością wycieczki w odwiedziny do dzieci za granicę (i jednej wycieczki na obóz w szkole podstawowej gdy przepłakała 2 tygodnie nad Bałtykiem tesknąc za domem) - nigdy ale to nigdy nie wyjechała poza swoją wioskę. I swoją drogą - gdyby mogła - to takze mnie nigdbyby nie wypuściła za "duzy most".... I moze to i dobrze, bo tacy ludzie tez są na świecie potrzebni. W końcu co to by było gdyby kazdy chciałby byc Kolumbem???...
  11. Bardzo dobrze powiedziane. Wszędzie będzie trudno i wszędzie prędzej czy pozniej będziecie mieli problemy i frustracje. Na 100%. Ale lepiej zeby było trudno w USA gdzie zawsze mozecie do Polski wrócic jeśli uznacie, ze jest za trudno, niz radzic sobie z frustracją i trudnościami w Polsce mając świadomosc, ze juz nigdy nie dostaniecie szansy na zycie w USA i ze nie wykorzystaliście tej szansy którą mieliście. Lepiej miec 2 opcje niz jedną, "it's only logical"...
  12. Kilka dni temu w Londynie - po 7 latach pobytu w ambasadzie Ekwadoru (gdzie ostatnio rezym zmienił się na proamerykański) - został wreszcie aresztowany pan Julian Assangne. Rezultaty tego z pozoru niezwiązanego z prezydenturą wydarzenia, bedą w rzeczywistości bardzo symptomatyczne. Prezydent Trump juz zdązył się odciąc od całej sprawy mówiąc, ze nic nie wie o Wikileaks, that "it's not "his" thing"...... (gdzie oczywiście wcześniej "kochał Wikileaks" i chciał więcej informacji na temat pani Clinton), w przeciwieństwie do departamentu sprawiedliwości i innych amerykańskich agencji bezpieczeństwa które chcą natychmiastowej ekstradycji Assagne'a z Wielkiej Brytanii do USA, co właściwie oznaczałoby ze reszte zycia Assagne spedzi w amerykańskich wiezieniach, jeśli nie to, ze wprost nie zostanie zabity. Assagne od początku, mozna powiedziec, był "sojusznikiem Trumpa". Pamiętam jego wywiad w którym mówił, ze amerykański "system", w sensie - "deep state" - nigdy nie pozwoli na wybór kogoś spoza systemu, to jest - Trumpa. Assagne mylił się wtedy, tak jak wielu, ale to on dziś moze poniesc okropne konsekwencje faktu, ze w rzeczywistości przyczynił się do zwycięstwa republikańskiego korporacjonalizmu i światowego militaryzmu którego teraz padnie ofiarą. Trumpowi na pewno nie jest to na rękę (zwłaszcza, ze jeśli ktoś ma coś na Trumpa to jest to Wikileaks!), z drugiej strony - nie moze zbytnio wystąpic w obronie kogoś kogo wszelkie słuzby i wszelkie amerykańskie prawicowe watahy - zresztą słusznie - uwazają za ekstremalnie antyamerykańskiego. Tak czy inaczej to jest wątek który warto obserwowac!
  13. Heh? Oczywiscie, ze o przemocy w Nigerii pisza i mowia. Od lat. Wlasciwie kazdy kraj Commonwealth'u, czy inne byle brytyjskie kolonie, ciesza sie tu duzo wiekszym zainteresowaniem niz na przyklad Europa Wschodnia, szczegolnie w wydaniu BBC (co akurat w dzisiejszych czasach jest Polsce na reke...) A co do Woodstocku, to o ile w Polsce cieszy sie jako taka popularnoscia, nie jest to wydarzenie ktore ma szanse przebic sie trwale do mediow zachodnich. Zatem zapytasz dlaczego przebijaja sie jacys - jak to nazywasz - plebani? A no dlatego, ze przed kazdym byle jakim plebanem Prezydent Rzeczypospolitej publicznie pada (doslownie) na kolana, i ci plebani wydaja sie miec wieksze wplywy niz wladza sadownicza. Z politologicznego punktu widzenia, jest to czescia bardzo ciekawego procesu, i wzbudzac bedzie duze zainteresowanie, zwlaszcza ze potwierdza hipoteze tych ktorzy zawsze tu mowili, ze Polska nigdy nie byla, i nigdy tak naprawde nie bedzie czescia Zachodu. Edit: Ostatnie kilka wpisow to raczej sie nadaje do przeniesienia do watku "Polska i kontrowersje..." Admini do pracy!
  14. Nie pytali, bo i nikt o tym nie pisal. Co chyba raczej jest zrozumiale? Kosciol Katolicki w Polsce jeszcze dlugo nie upadnie do tego stopnia na którym media beda go traktowac tak samo jak jakichs anarchosatanistow czy innych dziwolagow (których BTW w USA tez nie brakuje). Im ma sie wiecej wladzy, pieniedzy i politycznych wplywow, tym bardziej jest sie na swieczniku i pod obserwacja. To naturalne, i wrecz obraza dla Kosciola byloby poswiecanie takiej samej uwagi temu co mówi katolicki kaplan i temu co mowi jakis Negral. Martwic Kosciol sie powinien zaczac jak przestana o nim pisac. Wtedy tego typu akcje beda traktowanie wzruszeniem ramion i milczeniem (cos co moze dla swietego spokoju chcieliby juz teraz), ale beda oznaczac, ze Kosciola pozycja jest juz zadna.
  15. To prawda. I healthcare jest tu dobrym przykładem. Ale i nie jedynym. Niskie podatki dla najbogatszych i dla korporacji, cięcia socjalne, liberalizacja prawa pracy - od lat ludziom się wmawia, ze wszystko to jest super dobre, jest dobre teraz i zawsze bez względu na okoliczności, a ci którzy mówią inaczej są antyamerykańscy. I owszem - jeśli masz wyjątkowe szczeście urodzic się lub dostac do 1 procenta najbogatszych, lub jestes w kaście relatywnie dobrze sytuowanych "professionals" którzy mają za zadanie najbogatszym słuzyc - prawników, lekarzy, inzynierów, bankierów, itp., i jednocześnie nie przeszkadza Ci przemieszczanie się z bogatego osiedla do nowoczesnego biurowca przez morze zadłuzonych, wiecznie pracujących na niestabilnych i niskopłatnych pozycjach ludzi którzy nigdy milionerami nie będą choc bardzo w to wierzą, to tak, masz pełne prawo do głosowania na Republikanów. Bo oni rzeczywiście obecnie słuzą Twoim finansowym interesom. Co prawda w takich warunkach system prędzej czy pózniej pęknie, co wszyscy chyba więdzą juz od Arystotelesa, ale "moze jeszcznie nie za naszego zycia", a jak nawet, to mamy kilkanaście rodzajów policji które nas w razie co to obronią... Zatem bogatych ludzi o purytańskiej mentalności ekonomicznej ("jestem bogaty bo jestem dobry i Bóg mnie kocha, bezdomni to grzesznicy którzy zasłuzyli na swój los") to jeszcze jakoś rozumiem. Ale to, ze cięzko pracujący a słabo zarabiający ludzie, w tym 50 procent członków związków zawodowych!, głosowało na Trumpa, i w efekcie Republikanów, to to jest juz niesamowite. Jak mówisz idioci są wszędzie, ale na tego typu "Hunger Games" jak w USA to ludzie się chyba nigdzie indziej nigdy nie zgodzą (nawet w zapatrzonej w Amerykę Polsce socjalizm wrócił i ma się świetnie. Do tego stopnia, ze nawet opozycja juz mówi, ze "to co zostało dane, nie będzie odebrane" ) Zatem jedyne czym jak na razie mozna tłumaczyc zachowania amerykańskich (jeśli wykluczymy głupotę) to tym, ze był/jest to objaw buntu. Demokraci upodobnili się do Republikanów i zostawili klasę średnią i nizszą samym sobie. Pani Clinton w tradycyjnie demokratycznym Wisconsin - które w załozeniu miało byc częscią jej "firewall" nie do zdobycia przez Trumpa - nie była w trakcie kampanii ani razu. Jak to ktoś powiedział - "Taken for granted and sold to Wall Street." Myślę, ze duzo ludzi głosowało na Trumpa nie dlatego, ze wierzyli, ze wszystko zmieni, ale dlatego aby pokazac wielkie FU całemu systemowi, jeśli nie wprost w nadzieji, ze zrobi wielką demolkę. Tak czy inaczej ktoś powyzej ma rację - w 2020 będzie się działo!
  16. No jeśli mowimy o pani Pelosi, czy innych w miarę trzezwo myślących starych partyjnych wyjadaczach i startegach, to tak. Ale ogólny obraz jaki się przedostaje do mediów to obraz Demokratów którzy przegrali, nie pogodzili się z tym, ze ludzie wybrali Trumpa , i chcą go obalic w powiedzmy - "pozawyborczy" sposób. I to często media liberalne nakrecają ten obraz. Dotyczy to zwłaszcza nowej fali demokratycznych kongresmanów/kongreswomen (jak chociazby dwa dni temu rezulucja pani Rashida z Michigan), ktorzy wydają się byc totalnie oderwani od rzeczywistości, i którzy zresztą w swoim czasie chcieli się przeciwstawic samemu wyborowi Pelosi na Speakerkę IR. Jeśli to skrzydło w Partii Demokratycznej osiągnie za rok przewagę w prawyborach i wyłoni z przedstawicieli urbanistycznych, niebieskich wysp na czerwonym morzu jakiegoś 'niewybieralnego" kandydata/tkę" na urząd prezydenta to ja zyczę powodzenia...
  17. Jest to opinia Demokratów, pewnie i słuszna, ale w obecnym czasie - jeśli Demokraci chcą wygrac w 2020 - muszą jak najszybciej odłozyc na półkę marzenia o impeachmencie. Nawet w najlepszym scenariuszu nie wystarczyłoby juz na to czasu. Bo jeśli ktoś nie zauwazył, to juz za rok wybory będą się toczyc pełną parą! W między czasie, jesli ktoś ma chwilę w weekend, to polecam reportaz Guardiana z paralelnych wieców Trumpa i O'Rourke w El Paso z początku marca. Guradian jest chyba ostatnią z zachodnich gazet która nie załozyła blokady wymagającej prenumeraty, zatem mozna tam jeszcze za darmo zazyc prawdziwego dziennikarstwa sprzed epoki facebookowo-tweeterowej prostackiej sieczki jaką się dziś masowo karmią ludzie. Co oczywiście znaczy, ze jest tam więcej niz 140 znaków, prawie nie ma obrazków, i zadna osoba na świecie nie zgodzi się z całością tekstu... Tak, dla Facebookowców i blogerów to moze byc szokujące, ale tak kiedyś wyglądały reportaze Zatem to jest oczywiście temat na dłuzszą sobotnią poranną kawę, ale zdecydowanie warty tej kawy i czasu! Tak czy inaczej, ogólnie daje dobry insight. Moje ulubione fragmenty: "I have seen some curious things at Trump rallies, but none stranger than the sight of four cowboys running after two people carrying a giant red USSR flag, hammer and sickle and all, through a parking lot in El Paso. " "It was Trump’s first rally since he was soundly defeated in the game of shutdown chicken he played with Nancy Pelosi in December and January. Holding a rally head-to-head with O’Rourke, in O’Rourke’s backyard, after insulting the city of El Paso on national television, seemed like a very bad idea in every possible way. (...). But how to explain that about half of Trump’s audience that night in El Paso were people of colour, most of them Latino? How to explain the fact that Trump attracted 15,000 supporters to his rally, while O’Rourke garnered only 4,000 people to his event, held in his hometown, on the same evening?" "A man walked by wearing a sleeveless denim jacket with a rendering of a grim reaper on the back. The staff of the reaper’s scythe was an AK-47, the blade an American flag. He stopped briefly to inspect the merchandise. I asked Gaudet and Thompson how, as self-employed entrepreneurs, they got their healthcare. “Right now I don’t even have healthcare,” Thompson said. “I go to the emergency room,” Gaudet said, laughing. “I just go to the emergency room,” Thompson agreed. I asked if they would support higher taxes for millionaires if it meant that people like them would get free healthcare. Gaudet didn’t hesitate. “No, because one day we might be the millionaires.” ".......... Całosc tutaj: https://www.theguardian.com/books/2019/mar/02/why-donald-trump-could-win-again-by-dave-eggers Enjoy~!
  18. No bitwy na bezwstydnosc to myślę zadna ze stron tutaj nie wygra Skłonnosc elektoratu republikańskiego do głosowania na rozwiązłego republikańskiego kłamcę który łapał kobiety za to i owo jest procentowo stała, i mniej więcej taka sama jaka byłaby skłonnosc elektoratu demokratycznego do głosowania na demokratycznego rozwiązłego kłamcę któremu stazystka w Gabinecie Owalnym lizała to i owo... Lub na jego zonę, która otwarcie popiera "hashtag me too", ale oprócz tych kobiet które juz od czasów gubernatorstwa w Arkansas oskarzają jej męza o wykorzystywanie... Te trzeba zdyskredytowac... Ale Demokraci woleliby kogoś takiego, niz jakiego Busha czy innego Republikanina, zatem to trochę takie przyganianie kocioła garnkowi. Ale trudno się temu dziwic, polaryzacja społeczeństwa jest dziś duza, i liczy się polityka, a nie nawet najokropniejsza osobowosc. Tak długo jak Trump będzie realizowac politykę konserwatywną społecznie w na skalę państwową, tak długo konserwatystów nie będzie obchodzic to co robi w zyciu prywatnym. Bo jak to lubią mawiac chrześcijanie - "God works in mysterious ways"....
  19. Obawiam się, ze tak nie będzie. Owszem, starszy, prawdziwi Republikanie się nim brzydzą, i 2016 był dla nich bardzo trudnym rokiem o którym woleliby zapomniec. Ale jest ich fizycznie (demograficznie) zbyt mało. Partia Republikańska to juz nie ta sama partia co kiedyś. Partia Reagana, obu Bushów czy ludzi takich jak McCain raczej juz nie wróci. Przegrała razem Mittem Romney'm w 2012. Człowiekiem w smokingu, ucieleśnieniem oderwanego od zwykłych ludzi bogatego establishmentu. Pamiętacie jego słowa o 47% wyborców którzy nigdy nie zagłosują na kandydata GOP? I gdyby nie Trump - Romney miałby rację i do dziś socjologowie cytowaliby go - zaraz obok danych o zmianach demograficznych w USA - jako główną przyczynę upadku Republikańów... Ale Trump ten trend odwrócił. Potrafił przyciągnąc do Republikanów nowych ludzi, ludzi którzy w innych okolicznościach nigdy na republikańskiego kandydata by nie zagłosowali (w tym 10-15 % wyborców Obamy z 2012 roku w kluczowych stanach!...) Ci ludzie pokonali ilu?, chyba 16 tradycyjnych kandydatów republikańskiej elity w prawyborach 2016 roku, a potem wysłali na polityczną emeryturę przedstawilcielkę establishmentu z drugiej strony - panią Clinton. Z upływem czasu okazało się, ze ten ruch nie upadł, a wręcz przeciwnie - decyduje o byc albo nie byc republikańskich kandydatów. Popatrzcie co się działo w zeszłym roku przed midterms, i ilu kongresmenów i senatorów którzy wcześniej byli ostro antytrumpowscy, w zeszłym roku bezwstydnie płaszczyło się przed Trumpem aby tylko zapewnic sobie głosy wiernych mu fanów... Najbardziej prominentnym przykładem jest tu chyba pan Ted Cruz... czy jak go Trump w 2016 nazwał - "lying Ted który ma brzydką zonę"... A w zeszłym roku "lying Ted" publicznie czołgał się przed Trumpem bardziej, dłuzej i z większym przekonaniem niz średniowieczni pątnicy czołgali się w drodze do miejsc kultu... A czołgał się nie bez powodu - gdyby się nie czołgał pewnie mielibyście pierwszego demokratycznego senatora z Teksasu od 25 lat... To Forum moze nie jest najlepszym miejscem w sieci na to pytanie, ale moze ktoś ogłądał któryś w wieców Trumpa w zeszłym roku? W całości. Warto! Scenariusz jest zawsze ten sam. Na początek powitania i nudne przemówienia sztucznych jak marionetki republikańskich kandydatów do Kongresu na które tłum mało co zwraca uwagę. Następnie wchodzi Trump, robi show, tłum szaleje. Trump mówi na kogo mają głosowac i jaką super osobą ten kandydat/ta kandydatka - o których często ci "nowi republikańscy wyborcy" mało co słyszeli - jest. Fani pozniej na tą osobę głosują. Bo Trump tak powiedział. I oprócz kilku wyjątków - ta metoda się sprawdziła, i Trump tak właśnie zdobył partię która na początku robiła wszystko aby go zniszczyc . McCain umarł, Paul Ryan się poddał i odszedł z polityki, reszta starych przeciwników Trumpa się ponizyła i spłaszczyła. Myślę, ze republikańscy kontrkandydaci wewnątrz partii się pojawią na bank, ale - biorąc pod uwagę, ze nadzieje na impeachment czy inne tego rodzaju "obalenie" prezydenta zmalały faktycznie do zera - nie będą mieli w prawyborach szans.
  20. Juz kilka dobrych lat temu zauwazyłem, ze "motyw na studia" to jest jeden z najbardziej dochodowych scam'ów we współczesnym świecie i jest obecny nie tylko w Polsce, ale takze wszędzie na Zachodzie. A w niektórych miejscach, jak na przykład właśnie w USA, czy od kilku lat w Anglii, wiąze się dla wielu na dzień dobry z ogromnym zadłuzeniem którego nie sposób się pozbyc gdyby coś poszło nie tak. A zadłuzone społeczeństwo, to posłuszne społeczeństwo. Wszyscy mają byc "wykształceni", ale mało kto zauwaza, ze im więcej tych z dyplomem, tym mniejsza wartosc tego dyplomu, i tym trudniej o pracę powiązana w wykształceniem. A jeśli ktoś nie chce sobie "zabrudzic" przysłowiowych rąk, bo przeciez magister, to trudno o jakąkolwiek pracę...
  21. To jak w tym starym dowcipie, gdzie matka idzie do urzedu pracy aby znalezc prace nieogarniętemu synowi bez zadnej szkoły który nic nie robi tylko imprezuje, hazarduje i pije. Hydraulik, 4000zł? Nie, będzie miec za duzo pieniedzy do wydania. Zapije się na smierc... Budowlaniec, 3000? Nie. To moze układanie płytek w łazienkach? Absolutnie nie! Trzeba coś takiego aby wystarczyło mu tylko na jedzenie i podstawowe potrzeby, aby nic więcej pod koniec miesiąca nie zostało. Cos takiego za 1000-1500 zł... Na to urzędnik - "Pani! Pani ma nierealistyczne oczekiwania! Aby w Polsce zarabiac 1500zł miesięcznie to trzeba studia skończyc!..."...
  22. W 2009 roku byłem w British War Musem w Londynie (które zresztą polecam). Mieli tam wówczas okazjonalną wystawę z okazji okragłej rocznicy wybuchu II wojny światowej, i - oprócz plakatu "Anglio, Twoje dzieło!" https://www.iwm.org.uk/collections/item/object/27702 , mieli właśnie takze ten "Poland first to fight" którym tutaj kolega reklamuje swój filmik... Brytyjczycy musieli miec z tego niezłą bekę... Trzeba przyznac, ze tamtym czasie istniała jeszcze nadzieja, ze juz nigdy Polacy nie zapomną, ze Ci którzy pierwsi przystepują do wojny rzadko ją wygrywają. I ze aby wyjsc na swoje trzeba byc - tak jak Amerykanie - "the LAST to fight". I to po stronie która ma większą szansę wygrac.... Dziś widac ze nadzieje były płonne bo młode pokolenie - jak widac na załączonym filmiku - przejęło romantyczne legendy przegranych przodków i jest gotowe je wprowadzic w zycie w kazdym wymiarze.
  23. Powiem Ci, ze nie widziałem. Oglądałem jego pierwsze state of the union, bo wtedy wiadomo, wszyscy chcieli wiedziec czy Trump potrafi się zachowac jak "prezydent" i w ogóle. Ale teraz nie miałem na to czasu. Ani za bardzo ochoty. Co i jest tendencją którą zauwazyłem w paru innych miejscach. Bo o ile CNN, MSNBC czy FOX News zawsze będą się tym eksyctowac, tak dla coraz większej liczby ludzi to co mówi Trump nie ma większego znaczenia. Tak, wybrali go jako "granat" który miał byc wrzucony do "systemu".... ale "granat" okazał się prowadzic politykę typowo republikańską, typowo systemową, co oznacza, ze degradacja klasy średniej w USA będzie postępowac, co oznacza, ze juz historycznie rekordowe nierówności społeczne będą się geometrycznie powiększac, co oznacza, ze jeśli nie nastąpi gwałtowny zwrot w lewo w pierwszej połowie lat 20-tych, tak wkrótce potem nastąpi BRUTALNY zwrot w lewo. Biorąc pod uwage obecne uwarunkowania gospodarcze/społeczne/etniczne i tendencje widoczne w systemie od ostatnich 30 lat, to trzeba uznac, ze gwałtowna zmiana w której 90% społeczeńśtwa przeciwstawi się 10 procentowi jest MATEMATYCZNIE nieunikniona. Matematycznie nieunikniona. I pomimo, ze państwo ma do dyspozycji wielowarstwowy system policyjny, cały system penitencjarny, jak i ten religijny, w niektórych stanach straszacy zaświatami w razie nieposłuszeństwa władzy (śmiejcie się, ale tak jest ) , pomimo tych wszystkich bezpieczników ta zmiana jest nieunikniona i moze się okazac krwawa. Co jest dziś ciekawe, to to, ze rezimy z którymi USA obecnie "trzyma sztamę", to są rezimy które w wielkiej mierze prowadzą socjalistyczną politykę gospodarczą. Taki na przykład nasz PiS, czy jakiś inny Ruch Narodowy, w USA byliby nazwani nieudacznikami. Złodziejami którzy chcą zabrac pieniądze ciezko pracującym obywatelom i oddac je nieudacznikom. Fox News zapodaje ten temat codziennie. W Polsce rząd liberałów chce zniszczyc, ale liberałom na Zachodzie - nasz rzad się kłania (i.e. pani ambasador Mosbacher i Uber). To osobiscie mnie ciekawi w temacie "wastawania z kolan" polskiej "prawicy"... Tak czy inaczej, na obecną chwilę to stawiam 200 funtów na rewolucję w USA w przeciągu następnych 20 lat
  24. Ha, w punkt! "I love democracy. I love the Republic".... I o ile Palpatine był duzo bardziej przebiegłym i skrytym politykiem niz jest Donald Trump, tak obecny prezydent wpisuje się dobrze w historię stopniowego i powolnego, ale bardzo konsekwentnego umacniania prezydentury, trendu widocznego świetnie od czasów Roosvelta Drugiego. Dziś system jest właściwie domknięty, bez wielkich pieniędzy szans na prezydenturę nie ma. A pieniądze dają Ci którzy kontrolują system, i dają często kandydatom obu parti, tak aby w kazdej ewentualności miec pewnosc, ze nic się nie zmieni. Jeśli totalna inwigilacja społeczeństwa, czy zabijanie z powietrza amerykańskich obywateli bez prawa do sądu (bo prezydent uznaje, ze to terroryści, a do tego są za granicą) stało się standardem za czasów takiego "outsider'a" jakim był liberalny Obama... to mozna sobie wyobrazic jakie są szanse na odwrócenie trendu. Od Republiki do Cesarstwa, historia powtarza się po raz kolejny. Ostatnio na przykład liberalna lewica ekscytuje się O'Rourke, co jest ciekawe, bo jak się spojrzy na to jak Beto głosował w przeciągu ostatnich 6 lat, to niewiele go odroznia od Busha Młodszego... Gaz łupkowy, tax cuts, polityka imigracyjna, a nawet chyba zdrowotna, wszystko z Republikanami, z mainstream'em. Zatem jak to mozliwe ze nagle taka popularnosc? A no system działa, social media nakręcone, hashtagi i inne, i jak coś pójdzie nie tak w 2020 i Trumpa szanse zmaleją, to zawsze jest na "lewicy" kandydat który gdy wygra nikomu i niczemu nie zagrozi i niczego nie zmieni. No i zawsze postaje III czesc Gwiezdnych Wojen i klasyczne posunięcie wszystkich chcących umocnic swoją władze - STRACH. Dajcie mi więcej władzy i kontroli bo inaczej was terroryści zabiją. Ludzie oddadzą swoją wolnosc - jak to Padme świetnie w tej częsci podsumowała - "wśród gromkich oklasków"..
  25. I takze - jesli sady dzisiejszego precedensu nie zatrzymaja - mamy preview tego jak w przyszlosci - za jakiegos demokratycznego cesarza - wygladac bedzie ograniczenie posiadania broni w USA. Zwlaszcza, ze masowych strzelanin w tym kraju sila rzeczy bedzie przybywac... zatem bedzie "emergency", i zalatwione. Nie mowiac o innych potencjalnych pomyslach ktore prezydenci beda chcieli wprowadzic z pominieciem procesu legislacyjnego. BTW - nie wiem czy ktos zauwazyl, ale caly pomysl "emergency" pochodzi od Franka Underwooda, sezon chyba trzeci House of Cards. Frank chcial bezrobocie oglosic narodowa katastrofa i uzyc pieniedzy do zfinansowania jego sztandardowego programu - "America Works"
×
×
  • Dodaj nową pozycję...